2 października 2017

Odmienność.



Nigdy nie wiem jak zacząć "wstęp" po dłuższej nieobecności tutaj, a z racji tego, że nie mam zamiaru się długo tłumaczyć z tej 'chwilowej' przerwie - powiem tyle... Jest ona jak najbardziej uzasadniona.

Zbierałam się do napisania tutaj już bardzo długo, ale zawsze coś mnie powstrzymywało bądź blokowało. Może dlatego, że wtedy nie byłam do końca pewna swoich wniosków jakie wyciągałam z obserwacji ?

A więc bez zbędnego pieprzenia... Przejdźmy do sedna.

Odmieniec wg encyklopedii to nikt inny jak osoba, która różni się od innych ; dziwak.

20 sierpnia 2017




"Było miło. Jak tak sobie pomyślę, że rzeczywiście było miło. Przez kilka głupich, przeźroczystych, podartych już teraz na kawałeczki jak nieważne dokumenty, momentów. 
Chwil - paragonów.
Przez chwilę rzeczywiście było miło."

7 sierpnia 2017

Co tak naprawdę zabija związek?

Krótko. Zwięźle i na temat. Bez zbędnego pieprzenia.


A Ty wiesz co zabija związek dwojga, na pozór kochających się ludzi ? ZANIEDBANIE i NIECHĘĆ.
Większość ludzi w dzisiejszych czasach uważa, że zaproszenie drugiej osoby do kawiarni lub restauracji na romantyczną kolację to fanaberie lub niepotrzebny wymysł z filmów romantycznych.
Przyrządzenie posiłku w domu lub podanie rano śniadania do łóżka ukochanej osobie jest odbierane jak zbyt wygórowane oczekiwanie. Nie mówię tu o spontanicznym kupieniu nawet najmniejszej róży gdy mijamy kwiaciarnie, bo to wręcz wielka abstrakcja. Oczywiście, zawsze znajdziemy wymówkę i pretekst, aby tego nie zrobić.. Serio, jest to tak wielki problem, aby wydać kilka złoty na czekoladki, różę, misia czy butelkę wina? To aż tak wielki wydatek, na który nas nie stać aby sprawić żeby na twarzy naszej ukochanej osoby pojawił się uśmiech chociaż przez chwilę? Stop! Nie chodzi mi tu dokładnie o wyżej wymienione rzeczy, ale o sam fakt uczynienia tego. Bardziej chodzi mi o to, aby pokazać drugiej osobie, że Jestem. Zależy mi na Tobie i na Twym uśmiechu oraz szczęściu.

16 kwietnia 2017

Czy potrafisz, a może wierzysz?


"Dawno mnie tu nie było" - czy za każdym razem będę zaczynała każdy wpis w tym miejscu ?
To zdanie stało się już rutyną, bo za każdym razem gdy dzieje się coś nie tak powracam tutaj jak syn marnotrawny. Może nie powracam tutaj z podkulonym ogonem, ale zawsze wracam tu gdy jest źle.
Kurwa! Jakie to słabe...
Ja jestem słaba. Zaczynam mięknąć. Źle.
Dzisiejszy wieczór skłonił mnie do pewnych refleksji i to wszystko za sprawą jednej głupiej, nic nie znaczącej rozmowy, która uświadomiła mi, że niektórzy ludzie naprawdę jeszcze w takie rzeczy wierzą lub chcą wierzyć w to.
Podczas wczorajszych przygotowań kulinarnych z moją mami poruszyłyśmy temat związków.
W trakcie tej jakże imponującej debaty moja mami zadała mi w sumie kurwa mega ważne pytanie: "Czy byłabyś zdolna żyć z osobą, której już nie kochasz albo też nigdy nie kochałaś?"

1 kwietnia 2017

A Ty kim tak naprawdę jesteś...?



Emocje emocjami, ale gdy robi mi się źle to przychodzi "natchnienie", a właściwie jest to w pewnym stopniu rozpacz, która zmusza mnie do stukania w klawiaturę, aby  na tym białym polu coś się pojawiło...
Chyba doszłam do wniosku, że wolę coś głupiego odwalić niż później żałować, że tego nie zrobiłam. Muszę chyba się uspokoić, nie? Wypadałoby, ale kurwa nie wychodzi mi to za dobrze. Mówią, że wszystko powinno się robić na spokojnie, a nie podejmować decyzje pochopnie - to chyba nie ja. Mam dość już tego cholernego płaczu po kątach, bo oczy mi pękają od tego tylko.

No, ale dość pieprzenia...
Przez te moje nocne "rozmyślania" nie zasnę chyba. Przez ostatnie kilka dni szukam odpowiedzi na kto kim tak naprawdę jesteśmy. Kim tak naprawdę jestem.
Jeśli mam być szczera, to my przed samym nawet sobą udajemy zupełnie kogoś innego niż tak naprawdę jesteśmy,
Obserwuje ludzi i także ich słucham, a przynajmniej staram się ich wysłuchiwać i mam tylko jedno określenie na to wszystko : "JA PIERDOLE! CO Z WAMI LUDZIE JEST?"

Wybacz, że powiem to głośno, ale nie wierzę w to iż Twoja cudowna osoba na co dzień jest taka. Z każdym dniem oswajasz się z maską, którą odziewasz od razu gdy masz wyjść z domu.
A może inaczej... Jest Ci dobrze z tą machą na ryju ?
Podoba Ci się to, że codziennie udajesz osobę, która jest nieznana ?
A może to Twoje wyimaginowane alter ego chce wyjść ponad to...

No ok.. To jeszcze z innej parafii.
Potrafisz przyznać się do tego, że chodzisz z maską? Przed samym sobą, przed ludźmi. Nie mówię całym światem, ale tymi najbliższymi...? Jesteś w stanie?

Ja to potrafię.
Codziennie rano zakładam maskę. Od niepamiętnych czasów mam tą samą. Nie rozstajemy się do momentu snu.
24/7 jesteśmy ze sobą. Nauczyłyśmy się żyć ze sobą, współpracujemy nawet bardzo dobrze i ogólnie ten "związek" jest wręcz idealny.
Dlaczego?
Jest mi z tym wygodnie. Ludzie na mnie patrząc widzą mega wredną osobę. Mega wielką zołzę, która tylko czeka na to, aby dopieprzyć człowiekowi.
Nie raz , nie dwa słyszę mniej więcej takie stwierdzenia: "Jesteś bez serca." , "Nie masz uczuć." itp
Serio, kurwa? Naprawdę? Czy naprawdę wyglądam na socjopatę (błagam nie myl z psychopatą!)?
To, że na każdą głupotę, która wyleci z ust jakiegoś człowieka od razu kończę to ciętą ripostą , czy może to, że nie jestem jak trylion takich samych kobiet i nie jaram się kwiatami wręczonymi od "ukochanego" czy czekoladkami. A może to, że nie chodzę na romantyczne kolację przy świecach a w tle nie leci piosenka kurwa Eltona Johna świadczy o tym, że nie mam uczuć wyższych ?
No kurwa nie!
To, że nie sypię na prawo i lewo jak reszta zdeformowanych umysłowo ludzi słowa "kocham Cię" nie świadczy o moim braku uczuć do danej osoby.

Dobra może coś wyjaśnię...
Fakt. Nie jestem wylewną osobą. Ok... Jestem ciężkim przypadkiem człowieka, który w ogóle nie mówi o swoich uczuciach i emocjach, ale to nie dlatego, że się boi, a dlatego że kolokwialnie w świecie tego nie potrafię.
Wydusić ode mnie jakiekolwiek informacje jeśli chodzi o mój stan emocjonalny graniczy z cudem.
Wszystkie swoje emocji kryje w sobie. Musi dojść do "wylewu wulkanu", abym powiedziała co myślę, co czuje i co mnie boli.
Słowo "kocham" ? Pojęcie mi znane. Nawet wypowiadałam je, ale jednak wolę pokazać , że kogoś kocham niż mówić mu co drugi dzień jak mocno kocham...
Czy takie zachowanie czyni mnie socjopatą?

Owszem mówię głośno o tym, że chciałabym nie czuć nic, ale tak się najwyraźniej w świecie nie da.

Czemu mam na sobie pancerz obronny ? Czemu jestem taka pyskata? Czemu jak to mówią jestem rudą, wredną suką? Czemu nikt nie ma prawa się do mnie zbliżyć? Czemu po prostu taka jestem?

Odpowiedź jest krótka: ŻYCIE, kurwa. ŻYCIE.

Czasem po prostu są takie sytuacje, które potrafią odmienić Twoje podejście do świata o 180 stopni.
Nagle dochodzi do Ciebie, że jednak nie jest tak jak pokazują to wszystko w filmach czy wyidealizowanych bajkach dla dzieci.

Więc czemu mam takie odruchy obronę? Hmm... Może boje się, że ludzi gdy mnie poznają stwierdzą : "Fuck, ona jest miękka, delikatna, można szybko ją złamać" itp... Nie po to tworzyłam sobie mur , aby każdy teraz mógł się przez niego przedzierać bezkarnie...
Pyskata i na dodatek z niewyparzonym jęzorem? Owszem. Taka byłam zawsze. Musiałam mieć swoje zdanie i jak coś sobie wymyśliłam, to tak musiało być.
Czemu przyjęło się , że jestem rudą, wredną a w dodatku zimną suką ?
Kurwa jakie to banalnie proste. Po prostu mam w dupie to co ludzie o mnie mówią, to co do mnie mówią. Nie przejmuję się problemami innych ( chyba że są to moi przyjaciele czy rodzina. Za to mogę zabić)
No bo sam pomyśl. Co mnie interesuje to , że komuś coś nie wyszło?To, że ma problemy w związku? To, że coś mu się sypie, a bo coś tam, a bo srośtam...
Kurwa człowieku co ja jestem? Spowiednik ? Co mnie to do jasnej cholery interesuje? Chcesz porady? To ją sobie wygoogluj a nie pucujesz mi się...
Czy Ty zapytałeś co u mnie? Jak się czuje? A może mam jakiś problem z którym sobie nie radzę ? No zaskoczę Cię. NIE!
Czy mam do ludzi szacunek? Do tych co powinnam owszem. Do reszty ? W imię czego? Bo tak wypada? No błagam... Akurat na szacunek trzeba sobie zapracować. Bez tego nie przejdzie.
Tak samo jak to, że pozwolę się zbliżyć komuś do mojej osoby. Nie ma nawet takiej możliwości. Albo akceptujesz mnie taką jaka jestem, albo tam są drzwi...
Pozwoliłam się zbliżyć komuś do siebie. Teraz wiem, że więcej tego nie zrobię.
Pozwoliłam poznać się taką jaka jestem naprawdę. Nie tą Rudą z odzieżą wierzchnią na co dzień, lecz tą jaka staje się gdy przychodzi sen. Wierz lub nie, ale potrafię być miła, uśmiechnięta, czuła, kochana, opiekuńcza i też potrafię uronić łzy. - tak, tak kurwa. Ruda ma jednak uczucia wyższe.

Czemu żyję z tą maską? Chyba przekazałam dlaczego... Po prostu cholernie się boję ludzi.

A Ty czemu ją masz?

Sparzyłeś się i nagle postanowiłeś się zmienić? Z miłej osoby i kochanej na typ oziębły i niewzruszony ? No brawo... Właśnie pokazujesz światu swoje wewnętrzne cierpienie. Bo nagle Twoje pseudo alter ego postanowiło teraz królować. I co ? Będziesz rozwalać związki na prawo i lewo? Będziesz bawić się uczuciami drugiej osoby? Mówić jaka ta osoba nie jest boska, cudowna i kochana i co byś nie chciał/-a z nią czy z nim zrobić, a w między czasie kręcić z 5 innymi osobami ?
Flirt sypie się z rękawa jak karty magikowi , życie nagle nabiera kolorów i jest w ogóle jak w jakiejś cudownej bajce.... ale mam pytanie.
Co się dzieje z Twoją osobą w nocy, gdy to Twoje alter ego wybujałe nagle uciśnie.... ?
Dobrze Ci jest?
Dam sobie rękę uciąć , że nachodzą różne dziwne myśli. Typu "A co by było gdyby...?", "A gdy zrobić to zupełnie inaczej..?" itp... ale przecież nie pozwolisz sobie na takie myśli! I wylewasz na siebie kubeł zimnej wody. Zagłuszasz te myśli. Usprawiedliwiasz się na każdy możliwy sposób.

I co pomogło?

Twoje życie to pasmo nieskończonych się porażek ? No kurwa to jest życie człowieku. Nie zawsze usłane jest różami.
I nagle postanowienie. BĘDĘ TWARDY !
Aha.
Do 1 potknięcia?
No dobra będę udawać wierzącą...
Do 1 potężnego zwalenia się wszystko na głowę?
I co wtedy ?
Bum!
Twoja twardość pęka jak bańska mydlana.
Dziwne nie?
A czemu? Bo stworzona została otoczka niewiadomego pochodzenia, niewiadome skąd się nagle wzięła, ale no przecież była...
No szlak... Była. Czas przeszły. Twoja wyimaginowana twardość właśnie legła w gruzach.
To co robisz.
Uciekasz.
Każdy to robi to czemu i Ty nie możesz?
Masz rację...
Spierdalaj przed problemami, a na pewno Cię nie złapią.
Człowieku!
Stań Ty twardo na nogach i spójrz życiu prosto w oczy. A wszystkie problemy jakie sobie wyimaginowałeś znikną.

Kolejna maska świata.
Sztuczność.
Co to do cholery ma być?
Czego się boicie?
Nagle ktoś zobaczy Cię bez make-up' u ? O kurwa no straszne. Przyszły partner będzie na to patrzył codziennie.
Co chcesz tym pokazać, że nałożysz kilo tapety? dodasz sobie kilka latek do przodu ? Zakryjesz swoje niedoskonałości?
Nie no fajnie...
A co ukrywasz pod 5 kg tapety?
To, że siebie nie akceptujesz, to, że Twoja osoba Cię brzydzi. Wkurwiasz się, że wszystko wypisane masz na twarzy więc musisz to ukryć.
Konkluzja ? Stań sam/-a ze sobą oko w oko i zmierz się.

Może mam propozycje. Niech Twój nowy rozdział książki pt. "Moje życie" zacznie się bez maski.
Ujawnij siebie. Zobacz jak Twoi bliscy zareagują i jak inni ludzie. Po co grać? Jeśli mają ludzie akceptować to niech zaakceptują 100% Ciebie.


Dość pieprzenia
Big Up!

21 marca 2017

Rozbitek, bo rozum śledzi serce.


Siedzę na tarasie z kubkiem gorącej herbaty, zawinięta w gruby koc i obserwuje jak nadchodzi Pani Wiosna. Patrząc na to co mnie otacza w danej chwili jakoś tej wiosny nie widzę, ani też nie czuję. Brak słońca sprawia, że bardziej widzę jesień niż wiosnę... Jedyny sposób w jaki odczuwam wiosnę to cholerna alergia co mnie z każdym dniem zabija.

No, ale nie o tym...

Od pewnego czasu nachodzą mnie dziwne myśli.. Może to dlatego, że od pewnej chwili mam przypływ informacji, które mnie zginają do ziemi.
Mam chwilę i je analizuje... Staram się zrozumień niektóre rzeczy to większości po prostu nie rozumiem.

Ty.
Właśnie Ty. Twoja osoba zakończyła jakiś etap w swoim życiu. A przynajmniej wmawia sobie, że zakończył. Sam początek jest cudowny. Odżywasz. Jesteś taki jak kiedyś. Przebojowy, wygadany i jakże zajebisty. Twoja osoba twierdzi, że to zajebistość ocieka Tobą, a nie Ty zajebistością. - swoją drogą... Kurwa co to za tekst?!
Czyżby Twoje wybujałe EGO wywala już korki w głowie ? A może po prostu takim stwierdzeniem i taką postawą chcesz coś zamaskować ?
Bawisz się życiem. Poznajesz ludzi... Generalnie bum i landrynki...
I nagle poznajesz kogoś.
Jesteś zachłyśnięty tą osobą, ponieważ jest to coś nowego, innego. Przecież przez X lat było statycznie, nudno (?).. No wiesz ciepłe kluchy.
I ten ktoś "nowy"... Efekt WOW.

Bajka trwa...
Zachłyśnięty tym, że jak to na luzie rozmawiacie, jak z łatwością flirtujecie i mówicie sobie mega pikantne rzeczy na "dobranoc". Jesteś zauroczony w tym, że macie wspólne pasuje, że lubicie to samo (a przynajmniej tak sobie wmawiacie). Nagle dzieje się coś dziwnego...
W środku nocy budzisz się zalany "zimnym potem" i przerażeniem w oczach.
Śniła ci się.
Śniła ci się ta postać, którą tak dobrze znasz.
Każdy fragment ciała. To jaką osobą jest. Co mówi. Jak reaguje na daną sytuacje.
Tak to twoja przeszłość. Twoje dawne życie, które podobno zostało przekreślone grubą kreską nagle wraca do ciebie.

Nagle zadajesz sobie pytanie: "CO JEST DO JASNEJ CHOLERY!? KURWA, TO NIE MOŻLIWE!"

Nie możliwe, a jednak?

Przeszłość siedzi ci w głowie...

I od tej pamiętnej nocy żyjesz w dwóch światach.
Ten realny, gdzie jest twa "nowa miłość" i ten, który nazywa się "przeszłość", a jednak wracasz do niego non stop.
Jest ci dobrze jak jest teraz, ale jednak chcesz by była ta dawna osoba, ale... pomimo tego, że chcesz aby ta postać ze snu była nadal to jednak nie chcesz już jej.
Ja pierdole. Dobry paradoks, co nie ?
Sama nie wierze, że to napisałam. Chcesz, a jednak nie chcesz, ale jednak ci brak.
Dobry burdel.

Analizując ten cały syf, który siedzi w głowie pewnie wielu ludziom stwierdzam jedno.

Jeśli chcesz zacząć wszystko na nowo, to nie wracaj do przeszłości.
Nie zaczniesz nowego związku z "tą jedyną/ jedynym" jeśli nadal w głowie siedzi ci dawna osoba.
Poukładaj sobie życie, a nie pakuj się w coś nowego, bo nie chcesz być sam/sama.
Boli cię przeszłość? Będzie boleć. Tak już niestety jest. Czasem zdarza się tak, że po latach nagle się widzicie, spojrzycie na siebie i wiecie już , że jednak to wy byliście sobie pisani na wieki i jesteście ze sobą, a czasem jest tak, że spotkacie się zamienicie kilka zdań i każde z was pójdzie w innym kierunku.
Mówiliście sobie , że będziecie na wieki ze sobą? Tak... Tak mówią małolaci, którzy jeszcze nie zaznali dobrze życia. Wierzyli w miłość do grobowej deski. Tacy byliście zajebiści, że macie na swoim ciele imiona lub pierwsze litery swojej miłości na sobie ? Super. Masz pamiątkę na całe życie. Zależy już od ciebie czy gdy będziesz patrzeć na to będziesz się uśmiechać a może się wkurwiać i ryczeć.

Czy wierzę w miłość do grobowej deski?
W tych czasach nie ma nawet takiej możliwości. Kiedyś myślałam, że jeśli coś się psuje to trzeba to naprawiać ile się da, ale kurwa ile razy można sklejać wazon? Za każdym razem te szczeliny są głębsze i kawałki nie chcą się trzymać. Ty to sklejasz , a on i tak się sypie.
Tak też jest w życiu, miłości, przyjaźni...
Oczywiście nie wychodzę z założenia , że jeżeli coś się spieprzyło to trzeba kupić nową rzecz. Lepszą, ładniejszą bardziej taką wiecie... z efektem WOW.

Czemu tak myślę o tym wszystkim co było? Fajnie jest przeanalizować to co było. Wyciągnąć wnioski.
Przyznam się bez bicia. Jestem rozbitkiem, którego rozum śledzi serce. Nie na odwrót. Każdy z nas jest jakimś rozbitkiem. Niektórzy miotają się między jednym a drugim brzegiem i nie wiedzą czego tak naprawdę szukają, a inni są na szerokich wodach oceanu i zastanawiają się kiedy ujrzą jakich horyzont.


15 marca 2017

Nawet nie wydusisz...

Długo mnie tu nie było...
Przypomniałam sobie o istnieniu mojego laptopa. Gdy go wyciągnęłam z czeluści ciemnej szuflady zdałam sobie sprawę, że chyba bardzo długo tu leżał. Spojrzałam na klawiaturę i 5 cm kurz na niej mnie przeraził. Postanowiłam, że może pora go przetrzeć z tego syfu...
Gdy klawisze stały się tak czyste przez moją głowę przeszła myśl, że 'a może coś jednak wyklepiesz na tym białym polu nazywanym "pamiętnikiem"? ' 

Należę do grupy osób tzn. myślicieli, "rozkminiaczy"... Każdy swój krok, czyn muszę przemyśleć, natomiast czyny i 'kroki' innych ludzi analizuje, rozkminiam i rozkładam na czynniki pierwsze. Coś na zasadzie: "a po co?", "a dlaczego?", "jak to możliwe?", "jakie korzyści z tego płyną?" etc., etc. ...
Od paru lat powtarzam sobie: "Zostaw to za sobą. Nie myśl. Nie analizuj. Masz X lat. To nie jest czas na takie rozkminanie. Szkoda życia. Ono jest zbyt krótkie i ulotne, aby się smucić. Ciesz się chwilą!" 
Kurwa jaki banał, co nie?
Każdy może to powiedzieć. Każdy to mówi... Rzygam już tymi tanimi tekstami.
Mędrcy, filozofowie, psychologowie i psychiatrzy się znaleźli... Każdy jest mądry i przeżył już wiele. Zęby zjadł na życiu i na wszystko ma "złoty środek".
Gdybym 'wyłapała' każdego z osoba, to tak na prawdę gówno wiedzą, nic nie doradzą a jedyny 'złoty środek' jaki mogłabym usłyszeć od nich to sandałowaty tekst: "Nie martw się. WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE."

Przyszedł w końcu taki moment w moim życiu, że na wszystko zaczęłam patrzeć z dystansem. Odłożyłam wszelkie emocje na bok - a w moim przypadku był to nie lada wyczyn, lecz się udało i okazało się, że z tej bitwy wyszłam mocno poturbowana i to dlatego ludzie nazywają mnie wredną, perfidną laską, która ma wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu,...

Szczerze?
Zgadzam się z tą opinią, tylko jest taki tyci, malusieńki szczególik. To nie wzięło się znikąd.
To nic innego jak obserwacja was. Ludzi... I wyciągnięcie odpowiednich wniosków.

Zmęczenie mojego organizmu sięgnęło już chyba poziomu hard, że nawet Popek nie dałby rady ogarnąć tego i unieść na swoich "wielkich" barach. Nie dziwi mnie fakt, że życie płata różne figle, ale to akurat utwierdziło mnie, że jedyne czego można być pewnym to swojego imienia i nic poza tym.
Podstawowa dewiza życiowa: PRZYJMUJ WSZYSTKO NA KLATĘ Z POKORĄ I GODNOŚCIĄ.

Może ten bełkot dzisiejszy nie jest wysokich lotów, ale za to prawdziwy.
Głowa do góry. Motywuj się, aby być silniejszym, lepszym człowiekiem.
Jestem inna. Lepsza, gorsza... Nie mnie to oceniać. Oceń to sam. Wiem jedno. Zmieniło się dużo. Teraz umoszczę się wygodnie w fotelu i poczekam aż wszystko zacznie wracać do każdego z nas. Posiedzę popatrzę i zacznę się śmiać, bo płacz jest dla słabych.. a różnica między mną a Tobą jest taka, że ja po prostu wiem czego chce, a Ty wciąż się miotasz jak zwierze w klatce.




4 stycznia 2017

Czy wierzysz własnym myślą ?

Naszą najbardziej intymną relacją jest związek z własnymi myślami. Od stosunku do własnych myśli zależy wszystko inne. Jeśli uwierzymy stresującym myślom, nasze życie będzie pełne stresów. Jeśli zakwestionujemy, zaczniemy kochać życie i wszystko, co się w nim kryje.

Ile razy słyszałeś/słyszałaś, że nie podołasz temu, że to nie jest Twoje miejsce, że w życiu nic nie osiągniesz, albo zwyczajnie Ci się nic nie uda?
Uwierzyłeś/-aś w to? Bez żadnej próby walki. Po prostu poddanie okazało się najlepszym rozwiązaniem. 

Z nowym rokiem otworzyłam szeroko oczy. Doszło do mnie, że nieważne w jakim będę miejscu mogę być kimkolwiek będę chciała. Po prostu sobą. W momencie otworzenia oczu zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego jak ograniczenia. Do pewnego momentu moim ograniczeniem była tylko i wyłącznie głowa, a dokładnie moje błędne myśli. Uwierzyłam w nie i przyjęłam to na klatkę, że moje życie musi wyglądać dokładnie tak jak los mi je daje. NIE! Tak nie może być. 
Nie należę do osób myślących optymistycznie, ale zaczynam wierzyć własnym myślą, które wręcz krzyczą do mnie: " To jest Twój czas. Twoje życie będzie teraz o wiele lepsze!". 
Mam siłę i wiem, że szczyty, które kiedyś wydawały mi się nie do zdobycia są na wyciągnięcie ręki. 
Jaką najważniejszą lekcję wyciągnęłam z życia? Jeśli nie jesteś szczęśliwy to, to po prostu zmień. 
Nikt oprócz Ciebie tego nie zrobi. Nie jesteś szczęśliwy/-a w związku ? Zakończ to. Za zatruwaj siebie toksyną, która Cię niszczy. Masz wokół siebie ludzi, którzy ciągną Twoją osobę w dół? Odpuść. To tylko ludzie. Ich jest dużo. Nie ci to następni. Nie trzeba mieć wokół siebie tryliona znajomych. Wystarczy, że będziesz miał/-a 2-3 osoby, które są z Tobą zawsze. Niezależnie co by się nie działo, co Ty narozrabiasz i czego nie powiesz, to i tak będą obok. Prawdziwi przyjaciele. 

Zapamiętać trzeba jedną i najważniejszą kwestię. Nie jesteś uzależniony od drugiej osoby. 
Do takich wniosków doszłam stosunkowo niedawno... Zawsze myślałam, że jeśli nie czuje się szczęśliwa to znaczy, że coś jest we mnie. Moje własne myśli zabijały mnie od środka, 
Skoro nie czuje się dobrze w towarzystwie to nie oznacza, że zawsze to moja osoba jest winna. 
Zwyczajnie nie pasujecie do siebie, nie potrafimy się dogadać na jakiejkolwiek płaszczyźnie, wasze priorytety różnią się diametralnie od siebie czy wasze poglądy są różne. Moje myśli przez długi okres czasu wmawiały mi jedną i tą samą kwestię... WALCZ, ZMIEŃ SIEBIE, ZMIEŃ TĄ DRUGĄ OSOBĘ, RÓB WSZYSTKO ZA WSZELKĄ CENNE I NIE PATRZ NA INNYCH.

DOŚĆ!!

Jaki sens to ma? Jak masz być szczęśliwy/-a skoro zmieniasz siebie o 180 stopni dla tej drugiej osoby i tak naprawdę przestajesz być sobą w 100%? Na pozór być szczęśliwym i uśmiechać się szeroko "bo co ludzie pomyślą" ? Pass.
Lepiej podjąć taką a nie inną decyzję i być szczęśliwym samemu niż nieszczęśliwym u boku drugiej osoby. Może to egoistyczne co napisałam, ale nie warto jest poświęcić swoje szczęścia, aby uszczęśliwić drugą osobę. 

Dobra rada. 
Najpierw zadaj sobie pytanie : "Czy jestem szczęśliwy?" 
Odpowiedz sobie na to pytanie. Jeśli odpowiedź będzie 'negatywna' to zastanów się dobrze co możesz zrobić, aby to zmienić. Na pewno nie walcz o względy ludzi, którzy nie są godni poświęcenia i skupienia Twojej uwagi na nich. A już na pewno nie zmniejszaj swoich oczekiwać w stosunku do innych, tylko dlatego, że ktoś nie jest wstanie ich sprostać. 
Znajdź kogoś, którego szczęście postawisz sobie za cel, ale nie będzie to obniżać Twoich ambicji i oczekiwań.

Nie zmieniaj się dla kogoś lub pod kogoś !
Uświadomiłam sobie , że zmieniam się dla samej siebie, abym mogła czuć się dobrze ze sobą samą. A nie żeby uszczęśliwić każdego dookoła mnie. 

Tym oto wywodem witam każdego w nowym roku 2017. Jak ten czas szybko leci. Odkurzyłam klawiaturę laptopa , ale chyba największe porządki zrobiłam w sobie.
Zobaczymy co 2017 przyniesie.




Big up

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia